poniedziałek, 17 listopada 2014

Lil Jojo, wzmianka o Chiraqu czyli Chicago dzisiaj i jego przyszłość.


Z miejsca chciałbym podziękować vlogerowi: Sebastian Niegowski Vlog który dostarczył mi niezbędnych informacji na temat "Dzisiejszego Chicago"

Wyobraźmy sobie następującą sytuację, stoimy sobie przed domem (jednorodzinnym) na ulicy i nagle podjeżdża pod nasz dom samochód a z jego otwartej szyby dochodzą do nas obelżywe słowa. Jak reagujemy? No jest kilka opcji:

a)Odszczekujemy się, również wyzywamy oponenta 

b)Prowokujemy do bójki

c)Nie reagujemy, nie dajemy się sprowokować

Osoba o której chciałbym dzisiaj napisać wybrała wariant a) i zaczęła się przepychanka słowna, padały takie zdania jak "Imma kill you" ale nie oznacza to oczywiście że osoba która takie słowa wypowiada zaraz wyciągnie ręczny granatnik i zacznie z niego strzelać. To typowy tekst taki jak nasze "Masz jakiś problem?" wcale nie chodzi tutaj czy ktoś ma w życiu problemy ale o zaczepkę słowną, zwykłą prowokację. Kto by pomyślał że dosłownie dni później osoba z samochodu zostanie zastrzelona? Pewnie nikt.

Mowa tutaj o raperze Lil Jojo pochodzącym z Chicago, mieszkającym blisko najniebezpieczniejszych dzielnic "Chiraqu"-Englewood. Dlaczego "Chiraq"? Dlatego że na ulicach jednego z największych miast USA zostało postrzelonych więcej osób niż na wojnie w Iraku! Nie bez powodu każdy w Chiraqu może przy sobie nosić broń! Problemem tej metropolii są bezpośrednio gangi czarnoskórych którzy poprzejmowali całe dzielnice robiąc z nich getta (u nas Polaków getto kojarzy się od razu z nazistami i żydami co jest błędne, getto to po prostu wydzielony obszar na którym przeważa jedna bądź druga rasa) i dosłownie zabijając białych którzy zapuszczają się w głąb tychże odludzi, nie jest to przesada a potwierdzone informacje przez osoby które mieszkały latami w Chicago. Gdy murzyn wejdzie do jakiejkolwiek dzielnicy w jakimkolwiek stanie nic mu nie grozi, nikt nie ma z tym problemu, ale gdy biały wejdzie do niektórych dzielnic (przede wszystkim znane w świecie Englewood) to często może z nich już nie wrócić.

Wyobrażacie to sobie? Pewnie nie, bo u nas w Polsce nie ma tak wielkich różnic pomiędzy dzielnicami że wchodzisz do jednej jest pięknie a druga to zupełnie inny świat. Pewnie, są jakieś różnice ale nie takie że w jednej są czyste ulice, "zwyczajni" ludzie a w drugiej walą do Ciebie z glocka. 

Wracając do Lil Jojo, był on "drill raperem" czyli rapem który pochodzi prosto z chicagowskich gett. Nie będzie to nowość jeżeli oznajmię że w Chicago jest mnóstwo gangów (czarnoskórych albo latynosów) i mnóstwo policjantów (co wcale na bezpieczeństwo się nie przekłada) i to że Lil Jojo jak i jeden z jego prawdopodobnych zabójców Lil Reese, Chief Keef mają spore powiązania z chicagowskimi gangami.

Taki wpis opublikował Chief Keef po śmierci Lil Jojo. "To smutne bo JoJo chciał tylko być jak my" Czyli ewidentnie nazwał młodego rapera pozerem i napisał to w tak prześmiewczy sposób że wyszło na to że napisał "Należało mu się"

Przypadek Lil Joja to tylko kropla w morzu morderstw które rozgrywają się każdego dnia na ulicach Chicago. Czy kiedykolwiek na ulicach tego 2.7 milionowego miasta będzie bezpiecznie? Myślę że dopóki do walki z gangami nie zostaną zaprzęgnięci żołnierze to jatka nie skończy się nigdy. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz